Parafia p.w. Chrystusa Króla w Kielcach
Chrystus naszym Panem
 
 

 

Ocalić od zapomnienia

Dzisiaj jest:
Sobota, 28 Wrzesień 2013


....................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................



       Wojtuś Szczepaniak - harcerz, żołnierz AK Kielce

 

Wojtek Szczepaniak
                                        
                                             bohater z Baranówka (Kielce)



Mam szczerą wolę pełnić  służbę Bogu i Polsce, nieść chętnie
pomoc bliźnim i być posłusznym Prawu Harcerskiemu.


Powyższa konstatacja to nie tylko doniosła myśl ubrana w piękną  słowną  otoczkę, ale przede wszystkim podstawowy aksjomat
działalności Szarych Szeregów. To harcerskie przyrzeczenie było na ustach wszystkich młodych chłopców  takich jak kielczanin
Wojtek Szczepaniak, decydujących poświęcić  się  dla Ojczyzny i dla drugiego człowieka.

Chłopak z charyzmą
 
Był  jednym z  Zawiszaków  zasilających szeregi drużyny harcerskiej na Baranówku.
Urodzony 30 czerwca 1927 r. na terenie Koszar Dolnych w Skołoszowie. Od młodzieńczych lat miał  już skonkretyzowane plany
na przyszłość, wyznaczał sobie górnolotne cele  do realizacji których konsekwentnie dążył. Marzył między innymi o dokonaniu
wielkich czynów, o ofiarności i pomocy innym, czego źródłem były m.in. książki traktujące o ludziach umiejących poświęcić swój
czas, a nawet życie dla ważnej idei.
Na ukształtowanie światopoglądu Wojtka największy wpływ mieli niezaprzeczalnie rodzice, dla których podstawowym
imperatywem były takie czynniki, jak: Bóg, Ojczyzna, bliźni.
Wychowanie w takim duchu musiało zaowocować, co sukcesywnie zweryfikowało późniejsze życie Szczepaniaka.
Pierwszym, ważniejszym sprawdzianem osobowości chłopca były lata szkolne, kiedy to wśród swoich kolegów i wychowawców
uznawany był nie tylko za ucznia szlachetnego i pogodnego, ale także niezwykle solidnie wypełniającego swoje obowiązki szkolne.
Drugim, tym najważniejszym probierzem  postawy Szczepaniaka była działalność w drużynie harcerskiej Szarych Szeregów, do
której dołączył zaraz po wybuchu wojny. Od tego momentu Wojtek z każdym dniem już za życia obrastał legendą, wykazując się
w codziennych obowiązkach i konspiracyjnych działaniach niesłychaną  odwagą, ofiarnością i hartem ducha.

Wybuch wojny  i co dalej?
 
Nadszedł dzień, w którym przewidywana i oczekiwana tragedia stała się rzeczywistością. Wybuch wojny sparaliżował nie tylko
życie zewnętrzne w kraju, ale przede wszystkim wywołał ogólny strach wśród cywilów. Sytuacja ta była trudna dla
wszystkich, ale szczególnie dla młodych, którzy musieli szybko dojrzewać  do roli, jaką tak niespodziewanie przyszło im odgrywać.
Obawa, lęk o najbliższych i o siebie towarzyszyły każdemu z nich i tylko nieliczni potrafili w pełni pokonać wewnętrzne
obawy, aby włączyć się czynnie w obronę swojej Ojczyzny.
Jednym z takich heroicznych młodzieńców był Wojtek Szczepaniak, który nie lękał się spojrzeć w oczy brutalnej codzienności.
Los go nie oszczędzał, wręcz przeciwnie, oprócz dramatycznej sytuacji wobec której został postawiony, doszła choroba
ojca Antoniego (będąca skutkiem przeprawy przez zimny San, czego dokonał uciekając z transportu rosyjskiego), a w jakiś czas
później jego śmierć. Konieczność utrzymania siebie i rodziny zmusiła Szczepaniaka do ciężkiej pracy w fabryce  „Hasag” 
(późniejsza „Iskra”), a następnie w Hucie Ludwików SHL. Wojtek chadzał do pracy codziennie 5 km. w drewnianych niewygodnych
butach, co stało się przyczyną  problemów z nogami. Niezbyt dobry stan zdrowia zmusił go do zmiany pracy na lżejszą
(w sklepie z dewocjonaliami), jednak pogarszająca się sytuacja materialna w domu rodzinnym zmusiła go jeszcze raz do zmiany na
bardziej opłacalne zajęcie w zakładach „Społem”.
Młody, wykończony fizyczną pracą podupadający na zdrowiu chłopiec. Nigdy się jednak nie poddał, mając przede wszystkim na
uwadze troskę o swoich najbliższych.

Wśród braci Szarych Szeregów
 
Prawdopodobnie wszystko zaczęło się od zawarcia znajomości między Wojtkiem Szczepaniakiem, a
Stanisławem Wdowiczem-Borzęckim, członkiem harcerskiej konspiracji.
Można przypuszczać, iż to spotkanie mające miejsce w Hucie Ludwików SHL, było asumptem do rozpoczęcia późniejszej działalności
podziemnej harcerza. Oficjalnie jednak chłopiec wstąpił do drużyny Szarych Szeregów z inicjatywy Zygmunta Kwasa w końcu 1942 r.
Po złożeniu harcerskiego przyrzeczenia przyjął pseudonim „Lwowiak”  i zasilił  sekcje Zawiszaków. W dniu ślubów powiedział takie
oto słowa do matki: „Mamusiu, od dzisiaj jestem żołnierzem. Jeśli krew oddam za Polskę, będę bohaterem. Będę walczył za ojczyznę
jak tatuś. Proszę żeby mamusia się nie martwiła, kiedy zginę z rąk Niemców”.
Jako harcerz sumiennie wywiązywał się ze swoich codziennych obowiązków do których należało m.in. wykonywanie antysemickich
napisów, kotwic oznaczonych literami PW (Polska walcząca), roznoszenie meldunków wywiadom AK, zbieranie materiałów do
gazetki „Powstaniec”, oraz śledzenie i pilnowanie miejsc w których przebywały niemieckie oddziały i radiostacje.

Heroiczna śmierć końcem młodego życia
 
Wtedy, gdy wojenna atmosfera trochę się ostudziła i uważnie śledzono każdą informację dotyczącą Powstania Warszawskiego, Wojtek
otrzymał kolejne, bardzo ważne zadanie.
Wyruszył do Daleszyc z zaszytym w kołnierzyku meldunkiem AK, który miał dostarczyć w odpowiednie ręce.
Niestety, wyprawa ta okazała się dla niego ostatnią. Schwytany w okolicach Marzysza przez niemiecką żandarmerię został dotkliwie
pobity i przekazany w ręce gestapowców. Parę dni później jego losy podzieliły matka i siostra Janina Tomaszewska.
Cudem od zsyłki i piekła obozu uratowała je decyzja niemieckiego lekarza. Niestety, taka sytuacja nie miała miejsca, jeżeli chodzi o
osobę Szczepaniaka. Pozostawiony w rękach wroga był maltretowany i wielokrotnie przesłuchiwany. Wykazał się jednak niezwykłą
wewnętrzną siłą nie wydając nikogo,  mimo tylu bolesnych katorg, jakim go poddawano.
Pewnego razu, kiedy matka chłopca przyszła do jego celi, z poleceniem wytarcia krwi syna z podłogi, usłyszała słowa na wpółżywego
Wojtka: „Mamusiu, nikogo nie wydałem... czy mamusię bili... czy Zygmusia złapali?”.
Za swój heroizm, hart ducha i patriotyczną postawę młody Szczepaniak przypłacił życiem. Zginął przez rozstrzelanie 21 września 1944r.
na Stadionie. Wielu ludzi zadawało i zadaje sobie pytanie: dlaczego dokonano na nim egzekucji, przecież tylu innych przed nim
maltretowano i w końcu wypuszczano na wolność?. Odpowiedź jest tylko jedna, zrobiono to nienawiści i własnej niemocy.
Nie potrafiono złamać niezłomnej wiary i heroizmu małego chłopca, więc jedynym rozwiązaniem stała się bestialska zemsta.

Wierny harcerskiemu przyrzeczeniu do końca
 
Przyjaciele, młodzież, nauczyciele i harcerze towarzyszyli ostatniej drodze Wojtka Szczepaniaka. Uroczystość ta stała się manifestacją
solidarności i miłości oraz hołdem należnym młodemu człowiekowi za taki przykład postępowania w czasach próby.
Rozstrzelany 17 latek stał się wzorem harcerskiej postawy względem umęczonej ojczyzny i drugiego człowieka.
Miejsce śmierci Szczepaniaka to niejako signum temporis dla nas ludzi żyjących w wolnej Polsce. To przypomnienie, że za nasz kraj
walczyli młodzi ludzie nie szczędząc swoich sił i zdrowia, poświęcając się dla wyższej idei. Składając to wszystko na ołtarzu Ojczyzny
zapisali się na zawsze na kartach historii i stali się żywą, wciąż odradzającą legendą.
Teraz Wojtek jest patronem Szkoły Podstawowej nr. 29 przy ulicy Posłowickiej, Gimnazjum nr 26 na Baranówku, a także jego
imieniem nazwana jest jedna z ulic osiedla i zastęp harcerski. Oni szczególnie o nim pamiętają czego wyrazem jest częste wspominanie
bohatera na apelach, a także warta przy jego grobie podczas Święta Zmarłych.

                                                                                                                                       Anna Nogaj


 
 





Bibliografia:
- P. Burda, O uśmiechniętym Wojtku, co przegrał z ludzką
  podłością .Gazeta Wyborcza. ,2007, s. 6.
- W. Matwin, Bohater Szarych Szeregów, .Ikar., nr. 7-8,
  2002, s. 8-9
- W. Matwin, Szare Szeregi na Baranówku, .Ikar., nr. 6,
  2002, s. 8-9.
- J. Jabrzemski, Harcerze z szarych szeregów, Warszawa, 1997.
 
Artykuł wydrukowany był w czasopiśmie DEDAL nr 4(15), październik-grudzień 2007.

Autorka artykułu jest poetką młodego pokolenia wplatającą wątki religijne i historyczne w swoją twórczość i publikacje.




 


Copyright © 2013 - 2014 Parafia p.w. Chrystusa Króla w Kielcach