Polityczny blitzkrieg

sty 29, 2024

Wydarzenia w kraju wyraźnie przyspieszyły, a sytuacja mocno się zaostrzyła, żeby nie powiedzieć: zbrutalizowała. Można spodziewać się wszystkiego. W imię prawa, ale… bez poszanowania i prawa, i zwyczajów politycznych, i zwykłej kultury osobistej. Do boju zagrzewa swoimi wpisami na portalu X sam premier: „Tak jak skończyła się pisowska okupacja Polski, tak skończą się okupacje przez PiS państwowych urzędów. Tylko reputacja okupantów zostanie z nimi na długo”.

Można już skończyć z kampanijną opowieścią o pojednaniu, naprawianiu demokracji, powrocie do normalności itd. Mamy polityczny blitzkrieg, przebijający o poziom poprzedników, którzy też szli na zderzenia czołowe. Ale chociaż paragrafów szukali na to przed, a nie po. Teraz miało być normalnie. Zamiast tego mamy niszczenie ancient regime’u i, co ciekawe, zerwanie z zasadą „grubej kreski”, która do tej pory zwykle obowiązywała. To ostentacyjne niszczenie wszystkiego, co było, każe zadać pytanie: po co i dlaczego? Jedni publicyści uważają, że to poważny, rozpisany na role plan, inni – że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Czas pokaże, kto ma rację.

Tak ostra rozprawa nie tylko z aparatem PiS, ale i jego elektoratem, a nawet szerzej – ludźmi poważnie traktującymi wartości konserwatywne – musi budzić niepokój. Także, w co wierzę, po stronie sympatyków nowej koalicji. Poza betonem. Bo beton jest przekonany, że PiS okupowało Polskę, a teraz trzeba się z tym okupantem rozprawić bez pardonu. „Wszystkie chwyty dozwolone. PiS ma zniknąć z przestrzeni publicznej w Polsce. Po to głosowaliśmy 15 października” – to autentyczny wpis jednego z takich wyznawców. A że ich niemało, straty w tkance społecznej będą niepowetowane. Uwięzienie posłów Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego eksplodowało wśród nich euforią. Hamulce puściły. Wpisy radującej się z „egzekucji” tłuszczy, będącej w ekstazie na samą myśl o ewentualnych torturach, mogą – i powinny – przerażać. Rechoczący tłum upajający się pognębieniem kogoś znienawidzonego mieliśmy opisany już na kartach Biblii. Tylko co mamy z tym zrobić dzisiaj? Lekceważyć nie można, robić tak samo – nie wolno! A gdyby tak wynająć jakieś pole i pozwolić im się tam bić, podczas gdy normalni ludzie żyliby sobie w spokoju? To ułuda. Choćby dlatego, że tych normalnych coraz mniej…

Krzysztof Ziemiec, Idziemy.