Prawo i moralność

gru 16, 2023

Decyzje parlamentu w sprawie refundacji procedury in vitro oraz zapowiedzi liberalizacji przepisów aborcyjnych sprawiają, że wraca kwestia relacji między prawem i moralnością. Czy świeckie państwo powinno egzekwować od obywateli przestrzeganie praw mających swoje źródło w religii?

Jako ksiądz nie chciałbym, żeby policja wystawiała mandaty za opuszczenie niedzielnej Mszy Świętej, Państwowa Inspekcja Sanitarna dbała o przestrzeganie nakazanych postów, a sądy pozbawiały obywatelstwa, albo i życia, każdego, kto wyparł się wiary. Zadaniem władzy świeckiej nie jest bowiem uświęcanie ludzi, ale troska o ich wolność i szeroko rozumiane bezpieczeństwo doczesne. Państwo ma wspierać obywateli w realizacji ich słusznych celów, których jako jednostki zrealizować nie mogą. Uświęcanie ludzi i troska o życie religijne to zadanie Kościoła.

Demokratyczne państwo, co do zasady, chroni życie prywatne swoich obywateli. Dlatego nie wtrąca się, gdy ktoś sobie zrobi tatuaż, obetnie ucho, amputuje piersi czy inne narządy. Ale i od tej reguły są wyjątki, na przykład gdy celem samookaleczenia byłoby wyłudzenie renty czy odszkodowania. Podobnie gdyby miał to być sposób na uwolnienie się na przykład od służby wojskowej w czasie wojny. W czasie pandemii państwo nakazywało nam pozostawać w domach, nosić maseczki, a nawet – co niektórym – przyjmować nie do końca sprawdzone preparaty. I co?

Obowiązkiem państwa jest interweniowanie w sytuacjach, kiedy istotne prawa obywateli – zwłaszcza najsłabszych – są zagrożone. Dotyczy to również przypadku konfliktu interesów. Czasem może to być nawet konflikt między interesami osób tak bliskich sobie, jak matka i dziecko. Czy wobec przemocy domowej trzeba uznać, że to, co dzieje się za drzwiami domu, jest prywatną sprawą rodziców? Czy też wzywamy policję? Analogicznie powinno być z aborcją. Prawo dziecka do życia jest bowiem ważniejsze niż prawo rodziców do komfortu, a nawet do zdrowia. To nie wynika z religii, tylko z katalogu praw człowieka.

Ustalenia nauk przyrodniczych i obowiązujące w Polsce prawo nie pozostawiają wątpliwości, że początkiem ludzkiego życia jest moment zapłodnienia, praktycznie zrównany z poczęciem. Innej medycznej i prawnej definicji nie ma, mogą być tylko inne określenia początku ciąży. Paradoksalnie, procedura in vitro potwierdza, że poczęte dziecko nie stanowi części organizmu matki, chociaż nie jest zdolne żyć poza nim. W tym kontekście hasło „Mam prawo do swojego brzucha” jest manipulacją.

Państwo ma obowiązek chronić życie również tych, którym nie nadało jeszcze numeru PESEL. Nie powinno pozwalać na in vitro, a tym bardziej go finansować, dopóki tylko niewielki odsetek poczętych w ten sposób istot ludzkich dostaje szansę na dalsze życie. Co jednak, gdyby procedurę ograniczono tylko do małżeństw i (teoretycznie) tak udoskonalono, że wspomniane zastrzeżenia zostałyby usunięte? Dla katolików byłaby ona i tak nie do przyjęcia, bo człowiek nie może bawić się w Boga – Pana życia i śmierci. Jednak wtedy ustałby powód, dla którego państwo powinno tego zabraniać. Bo państwo stoi na straży praw ludzkich i naturalnych. Od praw boskich jest Kościół.

ks. Henryk Zieliński