Religia czy media ?

cze 28, 2024

Nastawienie rządu do lekcji religii w szkołach jest negatywne i lekceważące. Pani „ministra” Nowacka nie działa przecież wbrew woli premiera Donalda Tuska i całej koalicji. O „opiłowywaniu” katolików mówiło się w PO publicznie, sygnały takie płynęły również z ust Szymona Hołowni, a dla Lewicy walka z religią i Kościołem jest integralną częścią programu. Jeśli coś może dziwić, to jedynie milcząca zgoda PSL na tak dyskryminacyjne działania. Dyskryminacją, segregacją i nietolerancją, jak podkreślają we wspólnym komunikacie dyrektorzy wydziałów katechetycznych ze wszystkich diecezji, jest projekt rezygnacji z wliczania oceny z religii do średniej ocen, łączenia na religii uczniów z odległych od siebie poziomów nauczania w jedne klasy, przenoszenia lekcji religii na czas przed pierwszą godziną lekcyjną albo po godzinie ostatniej oraz redukcji lekcji religii do jednej godziny w tygodniu.

Miarą stosunku „ministry” do religii była reakcja na zaproszenie ze strony dyrektorów wydziałów katechetycznych, którzy w dniach 21–23 maja obradowali na ogólnopolskiej konferencji w Stegnie pod przewodnictwem bp. Wojciecha Osiala. „Ministra” nie znalazła czasu, żeby się z nimi spotkać osobiście. Wysłała swojego „eksperta”. Jest nim 23-letni Bartłomiej Plewczyński, zatrudniony jako doradca w gabinecie politycznym ministra. Z oświadczenia na stronie ministerstwa wynika, że to jego pierwsza stała praca. Kwalifikacje tego „eksperta” to tytuł licencjata uzyskany w lipcu 2023 r. za pracę „Feminizm we współczesnej polskiej muzyce młodzieżowej”. O dodatkowych kwalifikacjach, jak choćby o tym, czy młodzieniec w czasach licealnych na lekcje religii uczęszczał, informacji brak. A szkoda, bo w tym przypadku to ważne kwalifikacje.

Kto dzisiaj ma bronić praw ludzi wierzących w Polsce i praw dzieci oraz ich rodziców do korzystania z nauczania religii w szkole? Nie zrobią tego skutecznie biskupi ani nauczyciele religii. Ich jeremiady, że Kościół bez wsparcia państwa z nauczaniem religii sobie nie poradzi, bo nie ma już salek katechetycznych ani pieniędzy na zatrudnienie katechetów, że tysiące nauczycieli religii stracą pracę – nie powstrzymają dechrystianizacyjnych zapędów rządzących. Użalanie się, że to uderzenie jest bolesne, może ich tylko podjudzać – tak jak kropla krwi zanęca rekiny.

Jedyna instancja, z którą politycy się liczą, to opinia publiczna. Wyborcy bowiem decydują o przedłużeniu lub zakończeniu kariery każdego polityka i każdej partii. Dlatego tak ważna jest rola mediów – zwłaszcza katolickich – w kształtowaniu opinii publicznej. Katolikom w Polsce trzeba uświadamiać, że utrata lekcji religii w szkole oznacza, iż po pracy spadnie na nich dodatkowy obowiązek prowadzania dzieci na lekcje religii w parafii, bo dzisiaj nikt samych dzieci na dodatkowe zajęcia nie puści. Że będą musieli te salki i katechetów utrzymać, choć jak wszyscy obywatele płacą w podatkach na szkolnictwo. Czy naprawdę chcą takiej zmiany, czy wolą zmienić rząd? Żeby z tym dotrzeć do opinii publicznej, bardziej niż kolejnych listów pasterskich potrzebujemy silnych mediów.

Lekcje religii formują dzieci i młodzież. A media formują dorosłych. Wpływają na decyzje ludzi odpowiedzialnych za państwo. Nie da się obronić religii bez mediów. Czas, żebyśmy sobie to w Kościele uświadomili.

ks. Henryk Zieliński, IDZIEMY